Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 349
  • Dzisiaj wizyt: 1
  • Wszystkich komentarzy: 6

CO? KIEDY?

Luty 2018
P W Ś C P S N
« sie    
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728  

Wada nabyta czy wrodzona

Ja wiem , że debilizm jest zazwyczaj nabyty ale czasem zdaje mi się że to jednak coś wrodzonego. Nie rozumiem po prostu jak pracując w tak poważnej i wysoko postawionej instytucji jak bank gdzie potrzeba jakichkolwiek kompetencji czyli szkoły średniej minimalnie można wypłacić pieniądze osobie która od ponad roku nie żyje . Tak dobrze czytasz. Osoba pan Kowalski Jan Nie żyje od ponad roku a tu przychodząc do Banku do głupiej pizdy pan Kochany syn Jana Kowalskiego który ma niepełne 30 lat wypłaca pieniążki i podpisuje się jako Kochany A głupia pizda pisze, że pieniążki pobrał z zaświatów Kowalski Jan. No kurwa gdyby wszystkie pracownice banku takie były to by było zajebiście. Idę do Piekało i wypłacam za panią Kowalską Janinę i chuj mi płaca a nie wiedzą kim jestem . No nie wiem jak kogoś nie znam to chyba proszę o dowód. W końcu tu jest obrót gotówką i to nie swoją a obcą .
Inna sytuacja była zajebista bo szczerze ona pracuje już tu osiem miesięcy i zadziwia mnie bardziej niż mój bart, który ma 11 lat. Takie pytanie często sobie zadaje czy baba która ma skończone 50 lat może być głupsza od jedenastolatka..?  Dziwne ale ona ma magistra i wgl uczona się mówi. Mój braciak ledwo czwartą klasę podstawówki skończył.  A więc do czego zmierzam, Głupia pizda mając magistra i skończone 50 lat nie potrafi posługiwać się  durnym programem jak Microsoft Word !!!  Dziwie się jak nie można umieć sobie dodać głupiej tabelki.

Ech… czasem szkoda mówić o tym . Ale naprawdę debilizm jest u niej w stopniu zaawansowanym i mimo że ma lata i doświadczenie to czytać  nie umie ze zrozumieniem . zero null idiotyzm

Szczera prawda czy dogryzanie..?

Dzień jak każdy inny ale dzisiaj powoli dochodzi do mnie , że za zaledwie trzy i pól tygodnia jest wesele. Za ledwo cztery miesiące zostanę matką. Jak zawsze poważna i rozważna usłyszałam dzisiaj od Tasia że jestem zbyt poważna. A ja właściwie tak nie uważam. Z drugiej strony patrząc bycie rodzice i żoną czy też od drugiej perspektywy bycie mężem zobowiązuje do bycia poważnym.
Co z tego że mam zaledwie 21 lat ale szczerze myślę poważnie bo dziecko to nie zabawka. Dzieckiem należy się opiekować. Dziecko jest na pierwszym miejscu. Ja mogę nie zjeść czekoladki ale dziecko musi jeść, musi być ubrane, musi być wykąpane czyste i schludne. Więc tak bycie rodzicem to zajebista odpowiedzialność i jestem tego świadoma. Tylko po jaką cholerę ma służyć wypominanie, że jestem jeszcze niedorosła że mam zaledwie 21 lat i nie mamy z Tasiem pieniędzy na utrzymanie dziecka a dziecko to drogo kosztuje…?
Taka oto dzisiaj sytuacja zaszła że, będąc w kuchni razem z matulą i siorką siediałyśmy i rozważałam:
- Łóżeczko trzeba kupić, przewijak, rożek, pampersy, termometr i inne maści bo wózka nie kupujemy bo od miki mamy dostać a bardziej ma nam pożyczyć. – tak mówiłam wymieniałam co się należy jeszcze zastanowić i wgl wiedzieć .
Na co moja błyskotliwa matula walnęła tekst
- Dziecko to wydatek a wy i tak pieniędzy na dziecko nie macie.  Po co wam było dziecko robić jak pieniędzy nie macie. – z oburzeniem dodała to tak jakbyśmy planowali że dziecko ma być w tym roku i to już teraz. Ja sama nie wiedziałam czy jestem w ciąży czy nie. Dopóki lekarz mi nie pokazał serduszka. Rezolutnie już z wkurwieniem na maksa odpowiedziałam jej
-A kto nas zmusił do wesela..? Było powiedziane, że jak dziecko to ślub… Daliście warunek i jest. To rozpierdolmy teraz wesele. Bo po co robić wesele co ..?
- My was zmuszaliśmy…? – ze zdziwieniem zapytała jakby nie wiedziała jak to było kilka miesięcy temu-  Sami chcieliście ! -o mało co nie krzyczała jak to mówiła. Normalnie we mnie wszystko się zagotowało. Ale ja nie będę taka nie pokaże tego.
Tasiu powiedział że przyjedzie dzisiaj. I przyjechał tylko jak jechaliśmy to jakiś durny żart był na temat tego że ja muszę iść na badania i muszę być na czczo na nich na co odpowiedział
- To nie sikaj rano i będziesz na czczo.- normalnie mnie podburzył jeszcze bardziej niż matula i chciałam powiedzieć to wracaj do domu bo dzisiaj nie masz czego u mnie szukać . No ale to w końcu mój przyszły mąż więc tak nie powiedziałam. Odbąknęłam mu coś na co dowiedziałam się, że jestem zbyt poważna. Nosz kurwa mać znalazł się filozof. Chciałam i chcę nadal mu powiedzieć ze to on powinien spoważnieć bo jakby nie patrzeć to zostanie ojcem i skończy się idiotyzm z kolegami czy też głupie docinki.
Ciągle się z tym wszystkim gryzę i cholera wie co będzie dalej …

Pandemoniczna Ewa

Czasem siedząc w pracy w tym murowanym bloczku z pieniążkami na zapleczu zastanawiam się co ja tu robię. Nie dość że sama się nad tym zastanawiam to w przekonaniu tym, że jestem tu odrobinę nie potrzebna przekonuje zachowanie mojej plecowej Pani Ewy.
Jest gorąco a ja jako ciężarna odczuwam to o kilkaset kroć bardziej niż każdy inny. Z tego oto powodu włączam czasem wiatraczek, żeby chodził i chłodził. I tu zaczyna się wojna o życie i przetrwanie. Zastanowicie się dlaczego, przecież to normalne że jak jest gorąco to się włącza wiatrak w pracy żeby było chłodniej. Otóż to szanowna Pani ewa uwielbia go wyłączać. Jednak moje pytanie brzmi po co ..? Jak i tak za chwilę marudzi, że jest gorąco czy tez duszno . No to ja się do cholery pytam po co to głupia pizdo wyłączyłaś?! Chciałoby się krzyknąć .  Jednak jesteśmy w banku zachowujmy się grzecznie elegancko.
Niektórym osobą nawet to nie wychodzi gdyż pewnego razu pani szalona, rzekomo przez przypadek sięgając po pieczątkę memoriałową która stała obok szklanki z kawą musiała tak sprytnię tą ręką machać , że było po mojej kawie, dokumenty zalane, telefony zalane ( na szczęście nie mój) i w dodatku zamiast cipa sprzątnąć to ona ma w dupie czy to czy tamto się popsuło. Ważniejsze jest to, że ona ma klienta który i tak stoi przed jej stanowiskiem ponad pól godziny. I oczywiście nie sprzątnie tego co najebało dziecko specjalnej troski tylko raczy zapytać czy juz p[o posprzątałam. Nosz kurwa jego mać nie będę następnym razem sprzątać jak żeś sobie najebała.  Prawie każdy w tym pudełku nieszczęść  linczuje szanowna głupią pizdę  ale co zrobić jak szanowna pani dodając 250 do 150 wychodzi jej 800…. No to trzeba być w chuj zajebistym  matematykiem i kurwa analitykiem po studiach, żeby takie cuda rozmnażać .
Jest natomiast coś co irytuje w niej jeszcze bardziej niż fakt że istnieje taka głupia koza.  Przyjmując klienta jest zasada, że skoro to Twój klient to Ty go załatwiasz. Jednak i w jej przypadku są odstępstwa od tej zasady gdyż biorąc do obsługi pana Lesia nie spodziewała się, że posiada on dwa konta i opłaty dość wysoki i znacznie dużo. Gdy zaczęła wypisywać po kolei wszystko, zaczęła się gubić.
-Przedszkole do opłacenia, gdzie to..? U nas czy wyjściowy dokument…? ZAiKS co to do cholery jest…? Jak to księgować…? Tysiąc pięćset a nie sto pięćdziesiąt złotych..? Jaka prowizja…? Co ..?  Jeszcze wpłata..? Wypłata …? Jakie konto ..? Nie ma Pan środków na koncie . – w końcu powiedziała
Nie spodziewając się Takiej odpowiedzi Lesiu oburzył się i powiedział, że zapłaci wszystko w kasie.
No cóż…. Dalsza męczarnia pani szalonej. I w tym momencie chciałam wyjśc do toalety. Za plecami usłyszałam: – Masz zaksięguj to ! – Co to kurwa ma być..? Rozkaz..? No spoko zaksięgowałam to przedszkole i KRUS  a ona dalej męczyła tego klienta.
Czy nie wzięła by was cholera załatwiając cokolwiek u tej pani…

Bliskie spotkanie śmierci…

Jako że jest środek lata to też są i żniwa. Jako że mądra jestem i kocham to a mimo że nie powinnam to głupa cipa w piątym miesiącu ciąży siadłam za stery ciągnika z przyczepą by jechać po skoszone zboże i to dość niedaleko. Zaledwie 2 km od domu więc co to jest…
Zaczęło się od lekkiej sprzeczki z Tasiem bo był przekonany ze mi nie wolno i mam nie wsiadać za kierownicę.  Może i miał rację ale co mi tam. Ja chcę i ja muszę mieć!
Po lekkiej wymianie zdań i gdy wypił kawę  wsiedliśmy on w jeden ciągnik ja w drugi. Pojechał pierwszy mimo , że nie wiedział gdzie dokładnie ma jechać. Jechaliśmy jeden za drugim tylko, że on pierwszy i o wiele wiele szybciej niż ja. Z tego to powodu miałam lekką swobodę . Mati jechał ze mną ( Mati to mój młodszy brat) tylko, że na przyczepie. Jadąc tak w pewnym momencie poczułam że ciągnik powolutku delikatnie opada na bok. Nie wiem czy to dalej szok czy tak naprawdę było. Widziałam to jak spadał. Ot tak po prostu wstałam i czekałam aż upadnie. Z pełną świadomością widzałam i nic nie robiłam jak upadały na mnie narzędzia. klucze, śrubki i inne pierdoły. I stałąbym tam tak dalej gdyby nie głos brata gdzieś w oddali.
-Pala wysiadaj! Pala wychodź! -  Tylko dlatego że jego usłyszałam to wyszłam, nie wiem co się działo .
W głowie miałam tylko jedno, że żyje. A co by było gdyby mnie już tu nie było. A co jeżeli ja całe to zdarzenie obserwowałam z boku. Tak jakbym była tam w kabinie ciałem a duchem całkiem gdzie indziej. Nie wiem co się działo. do tej chwili nie mam pojęcia co się działo. Wyszła  Iwona która mieszkała niedaleko i wyciągnęła mnie  do siebei na podwórze, żebym usiadła uspokoiła się.
- Przecież mi mówili nie jedź. Teraz będzie wszystko na mnie.- sama do siebie powtarzałam.
Zadzwoniłam do mamy żeby dzwoniła do Tasia i taty bo ciągnik lezy na boku i nie wiem czy coś się pytała czy poprostu sie rozłączyłam. Chwilę potem usłyszałam głos taty
-Paulina!?  – biegł i krzyczał
-Jestem .
- Nic Ci się nie stało..? Nie uderzyłaś się? Sama wyszłaś? Jak to się stało? Dobrze, że nic Ci nie jest- nawał pytań a ja nie wiedziałam co mam powiedzieć.
Po chwili przyjechała mama. I ten sam zestaw pytań. Wiedziałam tylko, że za chwile przyjedzie Tasiu.

Wszystko jak przez mgłę pamiętam. Do dzisiaj nie mam pojęcia czemu ja jeszcze żyję. Może to było przeznaczenie  może to był dzień kiedy miało mnie nie być już na tym świecie.
Siedzę dzisiaj w pracy i nie wiem co ja tu robię. Zastanawiam się tylko czy maleństwo jest całe i zdrowe. Bo co by było gdybym nie wysiadła z tego ciągniaka tylko mnie wynieśli ….

Bezsens zbliżającego się wesela

Kolejny dzień jak każdy inny tylko że odpust w parafii bo św. Anny jest. No cóż przywiozłam teściową do domu bo rodzice ją zaprosili. Okropnie dziwnie się czułam. Z drugiej strony fajnie bo może zmieni w niej coś fakt, że u nas jest postawny duży piętrowy dom i porządek na podwórku a u niej nie robi się nic tylko całymi dniami leży na tapczanie i czyta książki i inne harlekiny. Mnie wkurza osobiście to że Tasiu ma calutki dom na głowie, calutkie podwórko i sam sobie nie radzi. Ja jestem w piątym miesiącu ciąży więc nie za dużo mogę mu pomóc. A co z tego że ja poproszę o to żeby zrobił to czy tamto jak od ponad tygodnia siedzi u mnie w domu bo jak zauważyłam woli siedzieć u mnie niż w domu z mama i bratem nierobem który ma wszystko w dupie.  Jego pieprzony pracodawca ciągle go zwodzi ale co ja mogę zrobić. nie będe świnia i nie będe wymuszac tego czy tamtego.

Paranoja jednym słowem.

Zmiana wszystkiego

Codziennie zastanawiam się, czemu ciągle piszę i kontaktuję się z Tasiem. Przecież mam mojego łysego. Co z tego, że łysy. Tak kiedyś mówiłam. Teraz, kiedy wiem , że po nocy z lutego już nie będzie nic między mną a łysym. Teraz liczy się tylko Tasiu.

A z drugij strony czy to ważne jak kto mieszka, ile ma pieniądzy w portfelu…

Dla mnie to nie istotne czy taki czy owaki, ważne że serce szczere i kocha. W ten oto sposób pochwale się wam,jestem właśnie w 15 tygodniu ciąży z Tasiem.  Zaplanowany mamy ślub. chodzę i jeszcze w pracy to ukrywam bo stwierdziłam, że dopóki nie widać to nie muszą wiedziec o tym . Poza tym to tylko staż a nie normalna praca. Więc teraz będę się ratowac jak tylko będę mogła żeby nasze kochane pandemoniczne państwo Polskie wyciągnąć z pieniążków bo z tego co wiem  to Powiatowy Urząd Pracy ma obowiązek utrzymywac mnie w okresie ciąży ale mankamentem jest co będzie po porodzie…

 

Co się wtedy działo….

Zajebista wręcz niedziela. Zimno, śnieg napierdziela , że sok a ja na nieszczęście marznę na uczelni. Jednak mimo tego mrozu, ciągle mi w głowie siedzi co się działo tej nocy z Tasiem.
Na horyzoncie pojawiła się Anka, która zawsze mnie wysłucha i doradzi gdy będzie taka potrzeba.
- Szybko, pilnie musimy pogadać- zawołała do mnie juz z daleka a ja nie miałam pojęcia o co chodzi . Usiadłyśmy na ławeczce z kawą pod namiętna jedynką, czekając na zajebisty wykład, jak zawsze to w niedziele bywa. I tu się zaczęło- Coś Ty taka markotna…? Kot w nocy Cie ruchał…? – zapytała śmiejąc się co mi się stało, że mam takie podkrążone oczy .
- E weź nie gadaj bo nie pamiętam co się w nocy działo. Niby fajnie , towarzystwo zajebiste bo znam ich z dawnej pracy, atmosfera zajebista ale tyle wódy wypić to szok. Jeszcze żebym to pamiętała co się działo…
-To, żeś zabalowała ale oczko udane i już. Teraz słuchaj mnie. Spotkałam się z Grześkiem i chciałam Ci podziękować.
- Yjs… a za co ?
- Za to co mi dałaś wczoraj na ekonometrii . Przydało się – I posłała swój zajebiaszczy uśmiech który mówił, było zajebiście i chcę jeszcze raz ale boję się.
Ona mnie czasami zadziwiała. Czasami to może za mało powiedziane. Ona ciągle mnie czymś zadziwiała. Na ćwiczeniach grzeczniutka, na wykładach wszystkich i wszystko olewała a po zajęciach…. To dopiero z niej była zagadka. Niby mi się zwierzała ale nie mówiła wszystkiego. Ja to wiem, jestem tego świadoma ale nigdy nie nalegam.
Tylko do siedemnastej mieliśmy zajęcia, chociaż jak na niedziele to i tak strasznie długo.  Na koniec gorące pożegnanie z dymkiem, fajka i na autobus każda.
Jednak ciągle w glowie mi siedzialo pytanie co sie działo w nocy, ale kogo miałam się zapytać …?

Przecież nie przyznam się Tasiowi , że nie pamiętam nic. A jeżeli między nami do czegoś doszło..? A jeżeli mój łysy się dowie..?
Pierdole. Będzie co ma być

Lekka ściema

Nadszedł dzień moich urodzin. Jak zawsze zajęcia w szkole a potem jak wiadomo umówiona byłam z Tasiem na picie. Od rana w torebce nosiłam dwie butelki Żubrówki Białej no bo w końcu  solenizantka stawia… Więc nie stawiałam oporu. Po zajęciach umówiłam się z Tasiem na dworcu żebyśmy się nie szukali po tym zajebiście wielkim miasteczku.
Oczywiście jako pierwsza dotarłam na dworzec bo Tasiu jeszcze jechał busem. Malutkie opóźnienie miał…
Czekałam grzecznie na niego i paliłam fajke gdy w pewnym momencie zadzwonił telefon.  No tak Tasiu dzwoni
- Słucham Ciebie.
-Nie pal tyle bo nie urośniesz!
- Gdzie ty jesteś..? Co..?- w słuchawce usłyszałam głuchy dźwięk a za plecami ktoś powiedział
-  Za Tobą.- podskoczyłam bo bylo to ogromne zaskoczenie dla mnie
- No dobrze, To gdzie idziemy, gdzie Baśka mieszka..?
- Poczekaj zadzwonię i dowiem się czym pojedziemy i gdzie mamy wysiąść.
Dowiedział się i naprawdę gdybym kiedyś nie mieszkała tam to nie znałabym tej okolicy. Wsiedliśmy w autobus 46 bo najszybciej pojechał i już na czwartym przystanku wysiedliśmy. Potem oczywiście Tasiu prowadził bona tym osiedlu ja jeszcze nigdy nie byłam. Po kilkuminutowej przechadzce przez zaspy śnieżne znaleźliśmy blok, klatkę i weszliśmy. Jednak pojawił się problem…
- Piętro się zgadza ale które drzwi…? – zastanawiał się   Tasiu. W końcu podszedł do drzwi i przysłuchiwał się czy słyszy tam Baśkę i innych. Jak na szczęście za pierwszym razem podszedł do dobrych drzwi. No oczywiście zapukał grzecznie i od progu jak tylko Mafiozo otworzył były krzyki, przywitania. Nic nie rozumiałam ale ok. było ciepło już.
Zdjęliśmy kurtki i usiedliśmy przy stole i wiadomo Tasiu opowiedział dlaczego taka akcja i wgl. Basia poczęstowała nas gorącym rosołkiem.  Był to normalnie lek na moje serce w tą okropną zimową pogodę.
Wszystko ładnie pięknie a za chwilę wyciągnęliśmy dwie moje butelki a Basia miała już w domu cole i napój jabłkowy.
Po wypiciu była godzina około  druga w nocy. Szczerze wiele nie pamiętam co potem było ale pamiętam, że byłam przebrana w łózku. Jak się obudziłam rano to razem ze mną na łóżku leżał Tasiu.
Wstałam o ósmej  ubrałam się, pomalowałam się i wypijając herbatę wyszłam na zajęcia. I zostało mi ciągle zastanowienie co się działo…

Paranoja dookoła

Nie wiem co się dzieje ale coś się dzieje. Czy moje serce zwariowało czy mózg nawala…
Jest Tasiu, z którym coś kiedyś kręciłam i jest oczywiście mój Miki najukochańszy. Jednak jest coś nie halo ponieważ byłam zdolna do kłamstwa wobec Mikiego, żeby jeden wieczór spędzić z Tasiem świętując urodziny…
A wszystko zaczęło sie od tamtej felernej soboty kiedy spotkałam Tasia na dworcu, wymieniliśmy się numerami…
Ciągle pisaliśmy o różnych pierdołach, nic nie znaczące sms-y . W sumie zawarliśmy zakład, że przyjadę do niego i walka była o 0,7 litra FINLANDII. Więc żeby nie przegrać pojechałam, z myślą ” CO..?! Ja nie dam rady..?!” Więc rodzicom wkręciłam, że jadę na plotki do Feli a w rzeczywistości nikt nie wiedział, że spotykam się z Tasiem. Spotkanie nie wiążące ale coś jednak w nim było.
Była może 20 gdy już spotkaliśmy się. Siedzieliśmy u  mnie w samochodzie bo tak było nam wygodniej. Pogoda była okropna, ciągle padał deszcz.
Zatrzymaliśmy się niedaleko Zakładu Karnego bo tam był spokojny parking i na początek pogadanka kto co robił od ostatniego spotkania w maju, jak sie losy potoczyły i w ogóle…
Kiedy to Tasio powiedział, że na niczym nie umie sie skupić i chodzi rozkojarzony. No a ja jak to ja chciała się dowiedzieć
- Czemu chodzisz rozkojarzony..?
- Nie moge Ci powiedziec. Nie dzisiaj
- Co nie dzisiaj mów co cię dekoncentruje?!
-Nie dzisiaj.
I tym sposobem jak mi ciągle odmawiał wpadłam na pomysł na grę trzy pytania. Tylko haczyk był w tym że odpowiadając patrzysz się prosto w oczy drugiej osobie . A mankamentem Tasia  było to że nie umiał kłamać jak patrzył prosto w oczka. I tak kolejno zadawaliśmy sobie pytania. Pierwszy zaczął Tasiu dałam mu tą przewagę.
- Jesteś szczęśliwa?
- Tak
- Co myślałaś jadąc tutaj..?
- Pierwsze co wpadło mi na myśl to było po co ty tam jedziesz głupia.
- Czy jesteś zakochana..?
- Tak. Teraz moja kolej. I uważaj. Kochasz kogoś..?
-Tak.
-Czy znam tą osobę..?
- Tak
I tak ciągle zadawaliśmy sobie pytania. Począwszy od seksu przez miłość i intrygi, dawne czasy jak byliśmy razem do idiotycznych spraw. Ale nadszedł moment kiedy Tasiu nie chciał ale skłamał.
- Czy nadal mnie kochasz? – zapytałam nie świadoma co robię.
-Nie- powiedział to patrząc przez okno.
- Miałeś mi patrzeć w oczy i mówić prawdę. Oczy mam tu a nie za oknem. Więc czekam na odpowiedź.- Spojrzał się w moje oczy  i szybko krótko odpowiedział
-Nie- jednak w sekundzie odwrócił głowę.
- Czemu kłamiesz..?  Przecież nic Ci nie zrobię jak będę znać prawdę.
- A jeśli znowu uciekniesz tak jak ostatnio..? Tego się boje, że znowu cię stracę.
- Nie martw się nie ucieknę, nie stracisz mnie . Nie po to dzisiaj tu jestem , żeby nagle uciekać.
W ten oto sposób dowiedziałam się że Tasiu nadal mnie kocha już tyle czasu. to jest grubo ponad pół roku… Ale niestety wtedy też we mnie coś drgnęło.
Nie umiem tego nazwać wszystkiego ale to w jakiś sposób zmieniło moje podejście do niego…
Cholera jasna co się ze mną dzieje…!!!!

 

Spotkanie starej miłości

Głupota czasem nie zna granic.
Sobota była piękna, zajęcia od ósmej do jedenastej. Cóż lektorat to trzeba było się pojawić bo  zaliczenie. Najgorsze cztery godziny zajęć. Niestety trzeba było wysiedzieć i patrzeć na nie zbyt uroczy wizerunek pana wiecznie narzekającego na zatoki. Wysiedziałam, wysłuchałam jego debilnych dyrdymałów i w kilka sekund znalazłam się na przystanku MPK żeby dojechać na ukochanego busa aby wrócić do domu. Na moje nieszczęście musiałam czekać prawie godzinę, ale spojrzałam w lewo znajoma twarz. Wysoki chłopak, czarne włosy i ten charakterystyczny nos. Tak to musi być on, ale tak myślę odezwać się nie odezwać… Przecież jak ostatnio się widzieliśmy to odjechałam i nie odzywałam się potem. Nie zwróciłam uwagi kiedy podniósł głowę i spojrzał na mnie mówiąc:
- Cześć, co tutaj robisz..?
- Hej, a wracam ze szkoły do domu. Też czekasz na tego o 12.30..?
- No tak bo jak inaczej.
- To chodź tam do baru na kawę bo zamarzniemy przez godzinę
Tym sposobem poszliśmy do baru, kawiarenki czy kij co to tam jest. Ważne że ciepło było.
Posiedzieliśmy pogadaliśmy dowiedziałam się , że Tasio wraca właśnie z Warszawy do Pińczowa do domu.
- Chodź idziemy bo bus podjechał.
- No tak.
Wyszliśmy i wsiedliśmy do autobusu na sam koniec, tak żeby nikt nie słyszał o czym rozmawiamy. No bo jak wiadomo ja czasem mam niewyparzony język i potrafię .
- Chcesz kawałek czegoś słodkiego..?
- Nie dziękuję chyba, że oferujesz siebie.
- No co ty przecież ja mam chłopaka
- No wiem, wiem, tak jakby już trochę się dowiedziałem.
- Ooo… widzę że ktoś lubi podglądać na fejsie.
- Nie tak tylko przypadkiem zobaczyłem to i ówdzie . a dlaczego się nie odzywałaś..?
I tego pytania chyba najbardziej nie chciałam usłyszeć. Przypomniała mi się wtedy ta sytuacja z czerwca. pamiętam dokładnie był 30 czerwiec wracałam autem w piątek z zajęć wychowania fizycznego. Delikatnie skłamałam Pani Cioci, że wrócę później bo zajęcia i policja i coś tam jeszcze i że to nie moja wina. Jednak prawda była taka że to właśnie z Tasiem umówiłam się że do niego przyjadę. Jak się umówiłam tak zrobiłam. Już czekał i widziałam go z daleka że ma jakiś prezent dla mnie. Poprosił żebym podjechała pod pomnik i dopiero tam dostanę to. Zrobiłam jak poprosił. Wtedy wysiadł i podszedł do mnie od strony kierowcy i delikatnie przysiadając na moim fotelu spojrzał w oczy dając mi prezent zapytał czy zgodzę się z nim chodzić. Normalnie poczułam się jakbym dostała obuchem w głowę. Powiedziałam, że potrzebuję czasu na zastanowienie się i w ogóle… Jednak skończyło się to tak, że jak zaczęłam analizować to wszystko to nie mogłam dopuścić do siebie myśli ze ktoś jest aż tak dobry dla mnie. A z drugiej strony nie ma auta. Szczerze wystraszyłam się, że to skończy się tak jak zawsze. Zostanę opuszczona bo takiemu debilowi zależało na seksie. Dostał  to co chciał i zostawił, jak popsutą zabawkę.
- Ej  żyjesz..? co tak milczysz..? zadałem pytanie.- w tej chwili wybił mnie z wspomnień i przypomniałam sobie gdzie jest i co robi.
- A przepraszam zamyśliłam się, ale wiesz co nie odzywałam się bo ty przestałeś wiec pomyślałam że masz kogoś.
- No sory pisałem ale nie odpisywałaś.
I tym sposobem delikatnie coś sobie wyjaśniliśmy ale nie za bardzo do końca. Potem wiadomo o głupotach się rozmawiało ale w tym czasie zdążyliśmy się ponownie wymienić numerami.  Nie wiadomo kiedy minęła godzina i już prawie byliśmy w Pińczowie.  Na przystanku miała na mnie czekać Psychodelia więc napisałam czy czeka. okazało się że tak czeka ale już nie długo bo jak nie dojadę za pięć minut to odjedzie mnie. No żesz  kurwica zbiera człowieka na miejscu. Tasio zadzwonił wtenczas po swój transport. Na szczęście w przeciągu kilku minut byliśmy na dworcu i na pożegnanie wiadomo cześć cześć ale był też buziak w policzek i hasło ” Napiszę później” .
Tasio dał mi tym dużo do myślenia ale cóż…
Przecież  ja mam chłopaka jesteśmy razem pół roku a tu chłopak z którym kiedyś coś kręciłam daje mi buzi…
Niby niewinnie bo w policzek ale w sumie to buziak…